Z Samaipaty udaliśmy się prosto do Santa Cruz, gdzie leczyliśmy mimowe zapalenie spojówek i spotkaliśmy się z przesympatyczną Danusią, autorką bloga BOLIWIA in my eyes. Akurat, gdy byliśmy w Santa Cruz pogoda całkiem się zepsuła. Było zimno i wilgotno. Padał deszcz. Było paskudnie dlatego uciekliśmy z miasta, kiedy tylko się dało.
Z Santa Cruz ruszyliśmy dalej na Zachód w kierunku Brazylii po drodze zatrzymując się na chwilkę w Chiquitaniji, w miasteczku Robore, gdzie mieliśmy okazję zjeść najgorszy obiad podczas naszej podróży, a także najlepsze pod słońcem cuñapés (inaczej chipas, małe bułeczki z mąki juki i sera, popularne w Boliwii i Paragwaju) oraz w uroczym Santiago de Chiquitos, gdzie trochę pospacerowaliśmy.
Z Santa Cruz ruszyliśmy dalej na Zachód w kierunku Brazylii po drodze zatrzymując się na chwilkę w Chiquitaniji, w miasteczku Robore, gdzie mieliśmy okazję zjeść najgorszy obiad podczas naszej podróży, a także najlepsze pod słońcem cuñapés (inaczej chipas, małe bułeczki z mąki juki i sera, popularne w Boliwii i Paragwaju) oraz w uroczym Santiago de Chiquitos, gdzie trochę pospacerowaliśmy.
![]() |
| Okolice Santiago de Chiquitoos |



