Po
trekkingu w Sucre udaliśmy się do Samaipaty, której nazwa literalnie oznacza
"odpoczynek na wysokości". Mieszkańcy dusznego i parnego Santa Cruz mogą
tutaj złapać oddech, zakosztować świeżego i górskiego powietrza. Z naszej
perspektywy był to jednak raczej „odpoczynek w dolinach”, gdyż zjeżdżaliśmy z
Altiplano.
czwartek, 24 września 2015
poniedziałek, 17 sierpnia 2015
Mimy w ruchu czyli Jalq’a Trek
Z Potosi ruszyliśmy do oficjalnej stolicy Boliwii - Sucre. Miasto z białymi budynkami i rdzawymi dachami zachwyciło nas. Kolonialna zabudowa starówki, przyjemna aura miasta i łagodniejszy niż na wysokim Altiplano klimat spowodowały, że zostaliśmy tu kilka dni.
![]() |
| Dach klasztoru San Felipe Neri |
poniedziałek, 3 sierpnia 2015
Czy diabeł może byc wujkiem?
W drodze do Potosi zaczęło się! Dopadły nas pierwsze dolegliwości żołądkowe. Boliwia to nie tylko inna mentalność, to również inna flora bakteryjna. Niemal wszyscy podróżnicy mają z nią na początku trochę kłopotu. Cóż... trzeba to przeżyć i przyzwyczaić żołądek. Jeden z Mimów przechorował to krótko, acz gwałtownie, drugi niestety, jako że później go trafiło, to i cierpiał też trochę dłużej.
Nie rozczulajmy się jednak, mimo słabego samopoczucia zwiedziliśmy co nieco Potosi, jedno z najwyżej położonych (prawie 4000 m n.p.m.) i swego czasu (początek XVII wieku) jedno z najbogatszych miast świata!
Spytacie, jak to możliwe, żeby miejscowość zagubiona gdzieś tam wysoko, na boliwijskim Altiplano cieszyła się tego typu famą? Otóż Potosi leży u stop pewnej góry, góry co zowie się Cerro Rico (Góra Bogata - ok. 4800 m n.p.m.) i której to nazwa nie wzięła się ot tak, z niczego - pełna jest bowiem srebra i innych metali.
![]() |
| Górnik z kopalni srebra w Potosi przygotowujący dynamit |
niedziela, 26 lipca 2015
Tam, gdzie nieprzewdywalność staje sie regułą... Boliwia po raz pierwszy
Gdy wydaje ci się, że wszystko będzie działo się tak, jak zapowiedziano, a twój umysł uśpiony jest mocnymi obietnicami, to bądź pewien, że w Boliwii nic nie jest pewne, a wielka Nieprzewidywalność nieustannie czuwa nad twoim losem. Tak można opisać początek naszej przygody z Boliwią:)
Po zwiedzeniu argentyńskiego regionu Jujuy i pięknych okolic salteńskiej Iruyi, wjechaliśmy w końcu do Boliwii. A ona milo nas zaskoczyła. Argentyna pożegnała nas nijakim, zaniedbanym miasteczkiem La Quiaca, zaś druga strona granicy przywitała nas czystym i całkiem dobrze zorganizowanym Villazón. Wszystkie mity o brudnej i chaotycznej Boliwii legły w momencie. Hmm... Przynajmniej w tym miejscu... i w porównaniu z sąsiadami...
![]() |
| Iruya |
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Copyright 2014-2020 by mal_chiste. All rights reserved.



