wtorek, 29 listopada 2016

Omijając Machu Picchu

Jako że niedługo  Mimy wybierają się ponownie w świat, postanowiły dokończyć na blogu opowieść o swojej poprzedniej podróży. Jakoś trochę długo to trwało (ponad rok...), bo jeden z Mimów strasznie powoli łapał wenę twórczą...

I dopiero wtedy, kiedy wylot na Kubę już za kilka dni, Mim się wzruszył, złapał wenę i stwierdził, że pewnie z wielką chęcią pooglądacie sobie trochę zdjęć z Ameryki - bo w innym wypadku będziecie się strasznie nudzić. Więc aby Wam się nie przykrzyło - umieszczamy kilka zdjęć z Peru i, w kolejnych postach, z Amazonii. Na Kubie korzystać z Internetu nie będzie nam raczej pisane.

Ponieważ Machu Piccu wydało nam się zbyt oklepane i oblegane, postanowiliśmy tam się nie udawać. Wielu podróżników mówiło nam, że jedyne co tam znajdziemy, to tylko tłumy turystów; no i że jest generalnie ładnie, ale raczej nie warte kosztów wyprawy. Bo jest drogo dotrzeć w to miejsce i bilet wstępu - też drogi. Ponadto akurat był to okres święta narodowego Peruwiańczyków, więc do tłumów gringos dołączyły niezliczone rzesze lokalsów pragnących poznać spuściznę przodków. 

Ale z drugiej zaś strony nie chcieliśmy tak zupełnie odpuścić sobie doświadczenia tego, co pozostało po Imperium Inków. Byliśmy w samym centrum tej Cywilizacji, w mieście Cuzco. Postanowiliśmy poplątać się trochę po Świętej Dolinie. Zajęło nam to dwa dni (bo raczej trudno to wszystko zobaczyć w jeden) i... nie żałujemy. Pięknie było! Tylko... sporo śmieci.... O ile jeszcze centrum Cuzco jest zadbane, to całe Peru, które zdążyliśmy zobaczyć jest brudne. Brudniejsze niż Boliwia i trudniej też niż w Boliwii jest znaleźć toalety publiczne.

Jeden bilet dawał możliwość zwiedzenia ruin w Pisac, Ollantaytambo, tarasów w Moray (gdzie Inkowie mieli, prawdopodobnie, eksperymentalne ogrody) i Chinchero, najmniej spektakularne, ale najbardziej klimatyczne z racji stosunkowo niewielkiej liczby turystów.

Tarasy Maras
Copyright 2014-2017 by mal_chiste. All rights reserved.